We’re excited to share one of our favorite interviews featuring our Creative Director and designer, Aleksandra Żeromska.
In this conversation, she beautifully expresses the vision that not only defines her personal creative journey but also deeply informs the identity of the Królik brand. We’re incredibly proud to be part of this meaningful talk and to see the heart of our brand reflected in her words.
"Jest różnica między luksusem chwilówką a tym prawdziwym. Luksus się u nas zdewaluował"
Aleksandra Żeromska
Królik Creative Director
Małgorzata Czyńska: Współpracujesz ze światowymi, luksusowymi markami, jak Hermès, Aesop, Lladró czy Bosa. Jaka jest twoja definicja luksusu w designie?
Aleksandra Żeromska: – Dla mnie jest ściśle połączony z rzemiosłem. Luksus bierze się stąd, że w powstanie jakiegoś obiektu wchodzi wiele skrupulatnej i pełnej know-how pracy. To właśnie w luksusie często zapisana jest wielopokoleniowa wiedza dotycząca rzemiosła.
W Polsce takie podejście chyba nie jest częste. Luksus kojarzy się z nuworyszem, z torebką czy T-shirtem z widocznym logo marki.
– Jest ogromna różnica między luksusem chwilówką a prawdziwym luksusem. Studia w Szwajcarii uświadomiły mi tę różnicę. W ramach uczelnianego projektu współpracowaliśmy z Hermèsem. Byliśmy w Paryżu w siedzibie firmy. Zobaczyłam, że tam rzemiosło jest stawiane na pierwszym miejscu, że te wielkie wartości naprawdę są kultywowane, że przyjmuje się do pracy młodych ludzi, żeby uczyli się od mistrzów. Firma dba o zachowanie rzemieślniczych kompetencji. W Polsce taka ciągłość w wielu dziedzinach została przerwana przez komunizm, a następnie przez szalejący młody kapitalizm. Pojęcie luksusu się zdewaluowało, bo luksusowe było to, co przywożone z zagranicy. Ale przecież luksusem był też elegancki garnitur uszyty u dobrego krawca, rękawiczki od rękawicznika czy kapelusz od utalentowanej modystki. I tu dobra jakość materiału zawsze musiała się łączyć z umiejętnościami rzemieślniczymi.
Jako nastolatka przeczytałam w jakimś kolorowym magazynie: „Nie stać nas na kupowanie tandety”. Co tanie to drogie?
– To stwierdzenie oddaje sedno tematu. Coraz więcej produkujemy, coraz taniej kupujemy, ale kupujemy rzeczy słabej jakości.
Okazuje się też, że nie zawsze luksus jest tam, gdzie luksusowa marka.
– Za luksusowymi markami bardzo często stoją już tylko historia i marketing, a z luksusem materiału czy wykonania nie mają nic wspólnego. Internet jeszcze niedawno pełen był wiadomości, które obnażały marki produkujące tanie akcesoria modowe, które po obrandowaniu są sprzedawane za nieadekwatnie duże pieniądze.
Babcia ci mówiła, że piękno i jakość mają iść w parze?
– Wiele osób pytało mnie już, czy pochodzę z rodziny artystycznej, i zawsze odpowiadałam, że nie. Dopiero niedawno odkryłam działalność plastyczną mojej prababci Janiny Roszkowskiej, która chałupniczo robiła różne galanteryjne ozdoby dla Cepelii i prywatnych sklepików. Po wojnie przy dekrecie ziemskim straciła cały majątek. Żyła w kwaterunkowym mieszkanku w miasteczku pod Warszawą. Tata opowiadał mi, jak z bratem wozili sztuczne kwiaty do sklepu do Warszawy, a potem widywali je w telewizji przypięte do żakietów prezenterek. Były wykonane z tkaniny moczonej w wosku, który nadawał im kształt. Więc być może po prababci mam talent plastyczny. W dzieciństwie chodziłam na przeróżne zajęcia plastyczne w domu kultury. Zapach plasteliny czy masy solnej zapamiętałam na zawsze.
Zajmowałam się też grą w szachy i została mi umiejętność strategicznego myślenia, co przydaje się również w pracy projektantki. Kochałam wycieczki do teatru ze względu na kostiumy i scenografie, bo tam był ten element rzemieślniczy. Szyłam zabawki dla przyjaciół, zawsze konie, i robiłam broszki z piór. Ciągnęło mnie w stronę mody, nawet szyłam ubrania. Wahałam się, czy nie studiować projektowania ubioru.
Wygrała miłość do przedmiotu. Zdecydowałam się na wzornictwo na warszawskiej ASP. Studiowałam też bohemistykę na UW, kierunek kulturoznawczy. Kultura słowiańska bardzo mnie ciekawi i inspiruje.
A studia w Lozannie?
– Marzyłam o studiowaniu na ECAL, ale nie do końca wiedziałam, czego od tych studiów oczekuję. Chciałam zdawać na projektowanie przemysłowe, bo to była oczywista droga po warszawskich studiach. Pojechałam na dni otwarte, żeby zapoznać się z kursem, i teraz zaczyna się historia, która zmieniła moją trajektorię zawodową. Jak tylko weszłam do budynku, znalazłam się w sali z napisem: „Projektowanie dla luksusu i rzemiosła”.
Jakiś chłopak zaczepił mnie i namówił na rozmowę z dziekanem, a ten wypytał o moją ścieżkę zawodową i zaczął mnie przekonywać, że to kierunek właśnie dla mnie, że daje szansę rozwijania projektu już z konkretnymi markami. Umówiliśmy się, że przyślę portfolio, zaprosił mnie na swój wykład.
Poszłam bez przekonania, bo przecież zamierzałam studiować projektowanie industrialne, a nie dla luksusu. Ale poszłam i nie zapomnę swojej reakcji, bo słuchając dziekana, poczułam, że płaczę ze wzruszenia. Poruszyło mnie rzemieślnicze podejście do produktu, ślady ludzkich rąk. Byłam nauczona myślenia o designie w rozumieniu zdobyczy rewolucji przemysłowej, a tu zamiast maszyny zobaczyłam człowieka z jego wrażliwością i historią. Poczułam, że jestem w domu. Nazwałam ten moment momentem zachwytu. W mojej pracy szukam zachwytu.
"My, Polacy, mamy w sobie kolor i fantazję. Dlatego folklor bardzo mnie inspiruje". Rozmowa z Aleksandrą Żeromską, designerką, która prowadzi własne studio projektowe w Walencji.
Aleksandra Żeromska
Królik Creative Director
Wysłałaś portfolio.
– I dostałam odpowiedź: czekamy na ciebie. Dopiero wtedy przestraszyłam się konsekwencji pomyślnej rekrutacji. To są drogie studia, uznałam, że mnie na nie stać, odpisałam, że dziękuję, że może za rok. Zadzwonił do mnie sam dziekan, przekonywał, że za rok czesne będzie jeszcze wyższe. Dopiero po tej rozmowie przyszła refleksja, że odraczam to, czego bardzo chcę. Wzięłam kredyt i wyjechałam do Szwajcarii. Studia w ECAL to był dla mnie czas dużej transformacji w środku i na zewnątrz. Musiałam zmienić sposób myślenia. To był początek odkrycia podejścia rzemieślniczego nie tylko do projektowania, ale w ogóle do życia. Odkrywałam rzemieślnika w życiu codziennym. Osoba, która piecze chleb czy robi mydło, może być rzemieślnikiem, a może być producentem. Zauważyłam, że z czasem nawet zaczęłam się inaczej ubierać.
Przedmioty, które projektujesz, mają w sobie jakąś bajkowość, pozwalają na autentyczny, wręcz dziecinny zachwyt. Twój wygląd, wizerunek są z nimi bardzo spójne.
– I jedno, i drugie, to emanacja na zewnątrz tego, co w środku. Strój to dla mnie przepustka do lepszego samopoczucia ze względu na kolory. Kolor zawsze mnie inspirował. Tworzę przedmioty talizmany i cieszę się, że to jest czytelne w moich projektach. Chciałabym, żeby pozwalały poczuć wolność kreacji. Nie ma kreacji bez wolności. Dzięki pracy przenoszę się w inny świat, w świat uniwersalnych symboli.
My, Polacy, mamy w sobie kolor i fantazję. Pewnie, że pogoda nas nie rozpieszcza. Ale wystarczy spojrzeć na folklor słowiański, w którym wibruje taka nieokiełznana część naszej natury. Folklor zresztą bardzo mnie inspiruje, ale ta inspiracja nie jest prostym cytatem. Inspiruje mnie strefa znaczeniowa opowieści, bajek, ballad, tego, że w lesie są jakieś magiczne stworzenia, że plony rosną, bo bogini biega po polach. Tam jest świat wyobrażony, który opowiada o naszej kulturze. Kocham obiekty, które są inne od tego, co znamy, i wzbudzają ciekawość.
Teraz realizuję to, co mnie pasjonowało w dzieciństwie. Zbierałam wtedy przedmioty, szklane figurki, długopisy, misie. Wybierałam te, które choć trochę odbiegały od standardu, trochę dziwadła, trochę unikaty. Kocham obiekty, które są inne od wszystkiego, co znamy, i przez to wzbudzają ciekawość. System nauczania potem często zabija w nas pasje i upodobania, uznajemy je za infantylne i odchodzimy w stronę wpajanego nam racjonalizmu. Studia w Szwajcarii były dla mnie lekcją rozbierania się z tych przekonań i powrotu do swojej esencji. Nadal jestem w tym procesie.
Długo toczyły we mnie boje dwie frakcje: marzycielki i szachistki. Pytanie, co było pierwsze: jajko czy kura? Czy trzymać się racjonalnego myślenia, czy intuicji? Odkąd wyjechałam do Szwajcarii, świadomie stawiam na intuicję. Luksusem jest podążaniem za pragnieniem, danie sobie pozwolenia na marzenia, na wzięcie intuicji za drogowskaz. Jak się podąża za tym, co jest w środku, to życie zaczyna sprzyjać. Praca daje mi moc.
W pandemii robiłaś czekoladki.
– Tak, i chcę do tego wrócić. Kilka dni temu byłam w Muzeum Rzemiosła w Walencji (tu teraz mieszkam i pracuję) na prezentacji o czekoladzie organizowanej przez rzemieślników. Chodziło o edukację na temat zrównoważonych metod obróbki ziaren kakao i produkcji czekolady, które są wypierane przez przemysł. Marzę o tym, żeby kiedyś połączyć te dwie pasje – design i czekoladę.
Wraz z firmą Kaflarnia Karny, producentem kafli z Hryniewicz na Podlasiu, stworzyłaś markę Królik.
– Do niedawna nie miałam pojęcia o istnieniu tej Kaflarni. Początek firmy prowadzonej przez rodzinę Karnych sięga 1936 roku. Wiedza rzemieślnicza przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Ich wspaniałe kafle zdobią piece i kominki wielu zabytkowych obiektów, choćby Zamku Królewskiego w Warszawie czy pałacu w Rogalinie. Obecnym właścicielom, Sylwii i Rafałowi, zamarzyło się rozszerzenie oferty. Tak narodził się Królik, świeży, zadziorny i bajkowy. Jest młody, ale czerpie z prawie stuletniego dziedzictwa kulturowego. Przy tym projekcie dostałam absolutną wolność i zaufanie, szacunek i wiarę w to, że cokolwiek zaproponuję, będzie dobre dla marki. I to jest dla mnie ogromny luksus.
W czasie wzmożonej konsumpcji i kryzysu klimatycznego luksus nas uratuje?
– Uratuje nas rzemieślnicze podejście. Ważne, żeby myśleć o tym, skąd są rzeczy, które kupujemy. I to nie musi chodzić o przedmiot luksusowej marki, ale choćby o jedzenie. To nie ma nic wspólnego z zasobnością portfela. Każdego z nas stać na taką refleksję. W Polsce podobają mi się nowoczesne ruchy rzemieślnicze, ale brakuje mi wspierania rzemieślniczej tradycji. I w tym widzę swoją misję.
Harmony in red room
We’re excited to share one of our favorite interviews featuring our Creative Director and designer, Aleksandra Żeromska. In this conversation, she beautifully expresses the vision that not only defines her personal creative journey but also deeply informs the identity of the Królik brand. We’re incredibly proud to be part of this meaningful talk and to see the heart of our brand reflected in her words.
Ultramarine is my favorite color, it instantly connects me with the world of imagination – everything that is magical, mystical, and beyond this reality
Ultramarine is my favorite color, it instantly connects me with the world of imagination – everything that is magical, mystical, and beyond this reality
Ultramarine is my favorite color, it instantly connects me with the world of imagination – everything that is magical, mystical, and beyond this reality
Ultramarine is my favorite color, it instantly connects me with the world of imagination – everything that is magical, mystical, and beyond this reality
Ultramarine room – Królik signature color
Ultramarine is my favorite color, it instantly connects me with the world of imagination – everything that is magical, mystical, and beyond this reality.
To me, it is also the most poetic color, which is why we chose it as Królik’s signature color. When I first learned that the name comes from the Latin “ultramarinus”, meaning „beyond the sea,” I immediately understood why it is the color of my dreams.
The name literally refers to the origin of the semi-precious stone lapis lazuli, mined from the mountains of Afghanistan.
This unique blue was once so rare and valuable that it was considered more precious than gold in Renaissance Europe. Symbolically, it connects us to another world – far into the realm of imagination. Ultramarine has always been the color of artists – worn by kings and religious figures in iconic artwork by Michelangelo and Vermeer, and later redefined as International Klein Blue by Yves Klein.
There is no more beautiful or meaningful color. We hope that Królik will always bring the values of imagination and artistic sensibility into your homes. Are you ready to create your dream interiors? I know I am!
"Królik as it core has a mission to not shy from the color in our interiors and to open up for more bold and authentic color choice. Through this short texts and illustration I hope to inspire you enough to realise your wildest interior vision and to convince your client to follow."
Aleksandra Żeromska
Królik Creative Director
"Królik as it core has a mission to not shy from the color in our interiors and to open up for more bold and authentic color choice. Through this short texts and illustration I hope to inspire you enough to realise your wildest interior vision and to convince your client to follow."
Ultramarine room – Królik signature color
Ultramarine is my favorite color, it instantly connects me with the world of imagination – everything that is magical, mystical, and beyond this reality.
To me, it is also the most poetic color, which is why we chose it as Królik’s signature color. When I first learned that the name comes from the Latin “ultramarinus”, meaning „beyond the sea,” I immediately understood why it is the color of my dreams.
The name literally refers to the origin of the semi-precious stone lapis lazuli, mined from the mountains of Afghanistan.
This unique blue was once so rare and valuable that it was considered more precious than gold in Renaissance Europe. Symbolically, it connects us to another world – far into the realm of imagination. Ultramarine has always been the color of artists – worn by kings and religious figures in iconic artwork by Michelangelo and Vermeer, and later redefined as International Klein Blue by Yves Klein.
There is no more beautiful or meaningful color. We hope that Królik will always bring the values of imagination and artistic sensibility into your homes. Are you ready to create your dream interiors? I know I am!


